niedziela, 27 lutego 2011

znalezisko

Szperając ostatnio na strychu natrafiłem na starą, grubą papierową teczkę. Na wierzchu widniały pospiesznym pismem napisane słowa "Auf der Suche nach Wahrheit" - "szukając prawdy". Pomyślałem, że tak nieco pretensjonalnie opisany moze być zbiór jakichś prób literackich kogoś z rodziny właścicieli, zapomniany przez nich przy przeprowadzce. Wewnątrz znalazłem kilkadziesiąt kartek maszynopisu. Zacząłem je przeglądać i wśród kilku mniej lub bardziej udanych tekstów natrafiłem na jeden wywód dotyczący po części tematu, który pojawiał się ostatnio w moim blogu. Zadałem więc sobie trud przetłumaczenia tego tekstu z niemieckiego, bo choć nieco pokrętny i prowokujący w swym podejściu, zawiera parę ciekawych stwierdzeń, nad którymi nie sposób się przez chwilę nie zastanowić. Oto ten tekst:

"13 lutego 1987
Załóżmy, że istnieje takie wyznanie spośród wielu wyznań wielu religii świata, które odkryło prawdę, w związku z czym tylko jego sposób czczenia Boga jest jedynie właściwy, a co za tym idzie, tylko wyznawcy tego jednego wyznania mogą zostać zbawieni.

W takim układzie ci spośród wyznawców tego najwłaściwszego wyznania, którzy przejęli je po rodzicach mieliby po prostu wielkie szczęście - w zasadzie nie musieliby robić nic szczególnego - wystarczy, że zachowywaliby się tak jak większość wyznawców wszystkich religii, kontynuowaliby po prostu tradycję rodziców, co wystarczyłoby, aby uzyskać nagrodę życia wiecznego w Bogu, z tego tylko względu, że przyszli na świat we właściwej rodzinie.

Trzeba przyznać, że jako niedyskryminacyjny możnaby taki układ przyjąć w zasadzie tylko wtedy, gdyby istniała reinkarnacja. Bez niej fakt urodzenia nie zależałoby ani od naszej woli, ani od naszych wcześniejszych zasług, co bezzasadnie faworyzowałoby dzieci przychodzące na świat od razu we właściwym wyznaniu. Natomiast w przypadku istnienia reinkarnacji ponowne narodziny duszy w tym najwłaściwszym wyznaniu świadczyłyby o jej dojrzałości, gotowej już na zbawienie.

Jednak akurat wedle zasad panujących w tych religiach, w których reinkarnacja występuje, zbawienie, czy też, w tym wypadku – nirwana – może nastąpić na ogół dopiero ewentualnie za którymś kolejnym wcieleniem i droga ta jest generalnie bardzo mozolna i oddalona w czasie. Mając również na uwadze to, że możnaby się w przyszłości odrodzić jako wyznawca innej religii, albo w ogóle niekoniecznie jako człowiek, tylko jako zwierzę albo roślina, to ta przynależność do właściwego nurtu byłaby tylko chwilowa i wcale nie gwarantowałaby zbawienia już po obecnym życiu. Przynależność ta nie stanowiłaby w tym momencie szczególnej korzyści, bo nie byłaby decydująca dla zbawienia.

Może istnieje jednak takie wyznanie, które jest jedynie właściwe i prowadzi prosto i natychmiast do zbawienia, i które nie przewiduje reinkarnacji, a mimo to sprawiedliwie daje szansę wszystkim bez względu na urodzenie we właściwej rodzinie?

Musiałoby to być wówczas tak, że pomimo iż to wyznanie o reinkarnacji milczy, to można by się było do niego dostać właśnie przez reinkarnację. Fakt że samo to wyznanie nie przewidywałoby już reinkarnacji byłby zresztą logiczny - na tym ostatnim etapie do zbawienia Bóg po prostu ukryłby ją przed swymi ostatecznie prawdziwymi wyznawcami, bo na tym szczeblu prowadzącym prosto do zbawienia nie byłaby ona już potrzebna. Dusza prawdziwego wyznawcy dojrzała do zbawienia przez poprzednie wcielenia, o czym on sam nie wie, bo jego wyznanie mówi już o innym treściach przygotowując go w pełni na życie w Królestwie Bożym.

Tak więc jeżeli istnieje wyznanie najlepiej oddające cześć Bogu, którego wyznawcy zostaną dzięki tej prawdziwej wierze zbawieni natychmiast po śmierci, to należy go najpewniej szukać pośród religii niegłoszących reinkarnacji, przy czym osoby nieprzynależące do tego wyznania mogą się do niego dostać poprzez reinkarnację. Ewentualnie, jeśli chcą one w prostszy sposób wejść do Królestwa Bożego, mogą też od razu konwertować.

Problem polega jednak na tym, że gdyby tak rzeczywiście było, to wówczas wyznawcy tego najwłaściwszego wyznania odrzucaliby tezę o reinkarnacji, bo nie występowałaby ona pośród ich założeń religijnych. Musieliby oni wówczas godzić się na to, że zbawienie nie jest jednakowo sprawiedliwie dostępne dla wszystkich. Jednak przede wszystkim nie możnaby ich uważać za znających prawdę, bo przecież reinkarnacja by istniała, tylko oni by tego nie wiedzieli.

Jest jeszcze jedna możliwość. Musiałoby wówczas chodzić o wyznanie, do którego możnaby wejść tylko i wyłącznie przez świadome przystąpienie w wieku dorosłym, a nigdy przez urodzenie. Wówczas wyznanie to musiałoby nakazywać swoim wyznawcom całkowicie laickie wychowywanie dzieci, żeby nie prowadzić do uzyskania przez nie nieuzasadnionych korzyści. W praktyce trudne byłoby jednak ukrycie przed dziećmi własnego wyznania, więc zalecane mogłoby być w ogóle powstrzymywanie się od rozmnażania. Jednak w takiej sytuacji, gdyby to wyznanie rzeczywiście jako jedyne dawało szansę zbawienia, to możnaby liczyć na masowe zasilanie jego szeregów, co w ostatecznej konsekwencji mogłoby doprowadzić do wyginięcia ludzkości. Jednak nic by się w zasadzie nie stało, bo gdyby wszyscy się przekonwertowali i należycie wypełniali wszystkie przepisy wewnątrzwyznaniowe, to zostaliby zbawieni, więc żadna dusza przy uzyskaniu tej ostatecznej nagrody nie przejmowałaby się już tym, że akurat ziemia stała się niezamieszkana.

Nie słyszałem, aby gdzieś istniało takie wyznanie. Gdyby ktoś na to wpadł, to byłby założycielem nurtu, który nie rezygnując z monopolu na prawdę dawałby jednocześnie równą szansę wszystkim niezależnie od urodzenia. Jednak, gdyby wpadło na to więcej osób, a różniliby się między sobą co do pozostałych szczegółów sposobu czczenia Boga, wówczas znów mielibyśmy na świecie mnóstwo wyznań, z których każde mogłoby podnosić, że poznało prawdę.

Długo taki stan rzeczy nie mógłby istnieć, bo dane wyznanie kończyłoby się wraz ze śmiercią jego wyznawców. Jednak wtedy istniałaby przynajmniej szansa, że któryś z tych nowych założycieli odkryje najwłaściwszy sposób wyznawania wiary nie czyniąc tego ani trochę ze względu na szacunek dla wiary rodziców, a tylko odkrywając pełną prawdę. Wszyscy współwyznawcy również mogliby się szczycić tym, że ich wiara nie prowadzi do indoktrynacji przez wychowanie, a zatem w pełni daje równe szanse wszystkim ludziom.

Skoro jednak takie wyznanie nie opierałoby się na długiej tradycji, to jaką szansę zbawienia mieliby ci ludzie, którzy już wcześniej opuścili ten świat, zanim usłyszeli prawdę? A no wystarczyłoby przewidzieć dla nich pewien rodzaj czyśćca po śmierci, ale przed sądem ostatecznym, w którym wciąż można by się było nawrócić.

Jednak znów - sprawiedliwe byłoby to tylko wówczas, gdyby do tego czyśćca szli wszyscy na równych prawach, a nikt prosto do nieba. Gdyby jednak każdy zyskiwał prawo do nawrócenia się jeszcze po śmierci, wówczas nie możnaby mówić, o tym że tylko jedno wyznanie daje zbawienie.

Może jednak nie byłoby tego czyśćca - może wystarczyłoby, żeby każdy w swoim życiu odkrył Boga wypierając się jakiegokolwiek wpływu religii wyznawanej przez rodziców. Tacy ludzie mogli przecież żyć w przeszłości. Jeśli tylko sami wpadli na właściwy sposób czczenia Boga, to zostaną sprawiedliwie zbawieni.

Pojawia się jednak kolejne pytanie. Skoro zbawieni mogą być tylko ci, którzy dzisiaj przystąpią do właściwego wyznania, a z ludzi żyjących wcześniej tylko ci, którzy sami wpadli na właściwy sposób czczenia Boga, to w takim razie, czy nie mają łatwiejszej drogi te osoby, które po prostu zaakceptowały tylko warunki założyciela wyznania? Same niczego nie odkryły, natomiast zgodziły się po prostu na to, co odkrył założyciel. Czy osoby te będą zbawione w takim samym stopniu, jak ci, którzy sami wpadli na jedyną metodę zbawienia?

Wynikałoby z tego, że jedyną drogą, która byłaby sprawiedliwa dla wszystkich ludzi nie jest zaakceptowanie tez jakiegoś istniejącego konkretnego wyznania, natomiast wyłącznie odkrycie samemu właściwego sposobu czczenia Boga.

Czy w takiej sytuacji mogłoby istnieć całe ugrupowanie, które w jedynie właściwy, a jednocześnie jednolity sposób rozumie nakazy boskie?

Wystarczyłoby, żeby każdy zapisał na kartce podstawowe założenia swej wiary - jak wykazaliśmy wcześniej, nie mogą one być wzorowane na żadnych istniejących wcześniej religiach, bo właściwą metodę trzeba znaleźć samemu - i wrzucił do urny w umówionym miejscu. Należałoby zebrać niezależną komisję, która weryfikowałaby te opisy i gdyby któryś z nich się powtórzył, to ich autorzy mogliby założyć wspólne wyznanie. Musieliby jednak zachować je w tajemnicy, żeby nikogo niepotrzebnie nie indoktrynować. Zbawieni byliby również ci, którzy do dokładnie tych samych wniosków doszli w przeszłości i oczywiście w odpowiedni sposób czcili też Boga w praktyce.

Tak więc ugrupowanie religijne posiadające wyłączność na prawdę, które jednocześnie jest w równym stopniu dostępne dla wszystkich ludzi, to takie, którego wyznawcy doszli do właściwego sposobu czczenia Boga zupełnie samodzielnie, nieopierając się w żadnym stopniu ani o religię rodziców, ani o żadne inne znane do tej pory założenia religijne, i które zostało założone na podstawie stwierdzenia zgodności ustalonych wcześniej założeń przez jego wyznawców.

Muszę stwierdzić, że nie słyszałem, żeby takie wyznanie istniało. Nie słyszałem też o takiej urnie, do której możnaby wrzucić zapis swego stanowiska.

Ponadto wątpię, żeby istniało przynajmniej dwoje ludzi, którzy mogliby dojść dokładnie do tych samych wniosków co do sposobu czczenia Boga nie wzorując się już na jakichś wcześniejszych przekazach.

Tak więc, o ile tylko nie dopuściłem się jakiegoś błędu w tym rozumowaniu, to nie może istnieć takie wyznanie, które jako jedyne dawałoby swym wyznawcom szansę na zbawienie, a jednocześnie umożliwiałoby zbawienie wszystkim ludziom na dokładnie takich samych warunkach.

Stosunkowo najciekawsza wydaje mi się w całym tym kontekście być jednak idea reinkarnacji".

Takie rzeczy można znaleźć na luksemburskim strychu. Ciekawe jak długo autor musiał na tym tekstem myśleć, zanim to wszystko tak wykombinował. Nie podoba mi się do końca jego styl rozumowania, jednak nie można mu odebrać pewnej oryginalności w myśleniu. Będę się musiał zapytać właścicieli, czy mają w rodzinie jakiegoś buddystę albo hindusa.

1 komentarz:

  1. Bardzo dociekliwy był ten ktoś.
    Ale:
    "Muszę stwierdzić, że nie słyszałem, żeby takie wyznanie istniało."
    A wcześniej:
    "mogliby założyć wspólne wyznanie. Musieliby jednak zachować je w tajemnicy, żeby nikogo niepotrzebnie nie indoktrynować."

    Ponadto "wątpię, żeby istniało przynajmniej dwoje ludzi, którzy mogliby dojść dokładnie do tych samych wniosków"
    Czy może istnieć więcej niż miliard sposobów czczenia Boga?

    OdpowiedzUsuń